Kujawska Brać Szlachecka


Idź do treści

Boze Narodzenie

Materialy


O okresie Bożego Narodzenia i Karnawału
przygotował: Krzysztof Bona

"Ci, co przed nami żyli stem lat prędzej, jak czytamy z dziejów dawnych wcale byli odmiennych od naszych obyczajów. Sama nawet postać dawnych Polaków odmienną dużo była od dzisiejszych, co się dosyć doskonale ukazuje w portretach i posągach staroświeckich. Ci, co po nas nastąpią za lat sto , Polacy - pewnie się od nas dzisiaj żyjących tak będą różnili , jak my się różnimy od dawniejszych"

Tak pisał o zmienności obyczaju Jędrzej Kitowicz żyjący w czasach saskich .Wspominając Polaków żyjących przed lat stem, pisał właśnie o okresie, który staramy się rekonstruować . Szeroko pojęty obyczaj ulegał ciągłym zmianom. Obyczaj staropolski to przecież nie coś, co ukształtowało się w przeszłości i trwało niemal do czasów, które pamiętają nasi dziadowie! W każdej dziedzinie życia zachodziły zmiany ,podobnie jak ma to miejsce dzisiaj. Choć tempo, w jakim się to dzieje obecnie jest nieporównywalne do tamtych czasów.

Jako ,że mamy obecnie okres Godów - jak mawiali przodkowie , czyli czas od Bożego Narodzenia , poprzez Nowy Rok aż do Trzech Króli. Tedy od zwyczajów związanych z tymi Świętami przedstawienie dawnych obyczajów poczniemy.

Jeśli tylko pozwalały na to warunki, święta obchodzono wesoło i syto. We wszystkich środowiskach społecznych przygotowywano na ten okres różne tradycyjne potrawy. Bodaj największym w tym czasie przysmakiem były rozmaicie przyprawione ryby i grzyby oraz placki na miodzie, słodycze, trunki. Ze świętami łączyły się ponad to rozmaite zwyczaje. Do powszechnie znanych należało np. rozścielanie na podłodze i pod obrusem słomy. Czyniono to rzekomo na pamiątkę betlejemskiej stajenki. Potocki tak o tym pisał:

Stary zwyczaj w tem mają chrześcijańskie domy,
Na Boże Narodzenie po izbie słać słomy,
Że w stajni Święta Panna leżała połogiem [...]


W istocie była to jednak pozostałość z pogańskich jeszcze czasów, mająca związek z dawnym świętem agrarnym. W niektórych domach pod obrus podścielano siano, na wsiach natomiast ustawiano w kącie izby snop słomy. W dniu tym panowały różne wróżby, np. by był urodzaj ciskano ziarnem o powałę; panny i kawalerowie ciągnęli źdźbła słomy lub siana spod obrusa - zielone źdźbło oznaczało ślub w tym karnawale, zwiędłe - oczekiwanie, żółte - staropanieństwo lub pozostanie w stanie kawalerskim. Pewne zwyczaje, szczególnie w większych miastach, z latami zarzucano, niemniej w większości ich przestrzegano. Protestanci zaś traktowali one wróżby jako zabobony; znany pisarz śląski, ksiądz ewangelicki Adam Gdacjusz tak o tym pisał:

"I to jest rzecz nagany godna, że niektórzy, kiedy w wiliją jeść mają, na stole słomę rozpościerają, a na one słomę obrus kładą i po tym ona słomą drzewa sadowe wiążą. Drudzy to też w zwyczaju mają, że w wiliją w domiech po kąciech mak to tam, to sam rzucają".

Postępując wedle tradycyjnych zwyczajów inwentarzowi dawano w jadle pokruszony opłatek, zapraszano przed domostwa zwierzynę i rzucano jej pożywienie, bydło karmiono potrawami pozostałymi z wigilii. Cytowany Gdacjusz pomstował:

"Nawarzą po tym w drugim domu potraw rozmaitych i z niemi nie wiem jakie gusła stroić będą, kiedy od każdej potrawy bydłu jeść dadzą. A kiedy ich spytasz, czemu to czynią? Tedyć odpowiedzą, że temu bydłu, które takowe potrawy w wigiliją warzone jada, czarownice i guślarki zaszkodzić nie mogą. Albo jako też niektórzy są takiego mniemania głupiego, że krowom mleko od śledzia jeść dawają, powiedając, że takie krowy, które takowy mlecz w wiliją jadają, przez cały rok mleko mieć będą".


W pewnych regionach kraju słomę słano na posadzce kościelnej, a uczniowie udawali w kościele głosy ptaków i dęli w piszczałki. Komoniecki tak pisze o zwyczajach praktykowanych w XVII wieku w Żywcu:

"W dzień Bożego Narodzenia w kościele farnym żywieckim po pawimencie słomę słano, która tak poprzez wszystkie święta zostawała. Przy tym w tenże sam dzień Bożego Narodzenia na mszy św. pierwszej przed świtaniem, gdy kapłan Gloria in excelsis zaśpiewał przy ołtarzu chłopcy szkolni po chórach z obu stron różne głosy ptastwa wydawali, porządziwszy sobie takie piszczki".


Wieczerza wigilijna gromadziła wszystkich domowników, bez względu na ich pozycję społeczną. W miastach np. służba i czeladnicy zasiadali do stołu razem z mistrzami. Reliktem dawnych wierzeń był powszechnie stosowany zwyczaj zostawiania pustego miejsca, czasem także jadła, dla zmarłych i nieobecnych. Spożycie wilii poprzedzało łamanie się opłatkiem, przy którym życzono sobie wzajemnie zdrowia i pomyślności(w większych miastach smarowano niekiedy opłatki miodem). Wigilijne jadło, o określonej tradycją ilości potraw, spożywano w uroczystym i podniosłym nastroju, wypijano jednak do niego znaczną ilość trunków, zdarzało się więc często, że biesiadnicy wstawali od stołu mocno podochoceni. Wierzono, że w dniu wigilijnym, woda w studniach zamieniała się w wino, że zwierzęta mówią o północy ludzkim głosem, że miłe słowo wybranej przyniesie miłość, podarek lub pomyślność, a wygrana w karty powodzenie przez cały rok. Nie znano wówczas tak popularnych dziś choinek(w początkach XVIII wieku na Pomorzu przystrajano świecidełkami rózgi dla dzieci, podobny zwyczaj istniał także na Podhalu), szeroko natomiast praktykowano odwieczny zwyczaj dawania i przyjmowania prezentów - tzw. kolędy.

O północy ruszano do kościoła na pasterkę. Ponieważ jednak większość jej uczestników znajdowała się pod wpływem wypitych trunków, nabożeństwo mijało zwykle w wesołym, a nawet swawolnym nastroju. Jeśli chodzi o młodzież krakowską, to wiadomo np., że dopuszczała się w tym dniu w kościele rozmaitych wybryków. Do ulubionych żartów należało nalewanie do kropielnicy atramentu, zaszywanie modlącym się niewiastom sukien nicią lub też przyczepianie klęczącej kobiecie końca spódnicy do kołnierza. Zbytków takich dopuszczali się zresztą nawet i mistrzowie.

W dniu 26 grudnia, w dzień św. Szczepana, zwyczajowo godzono do pracy służbę, która czekała na oferty kwaterując po szynkach i karczmach. Stąd też powstało przysłowie:"na św. Szczepan każdy sobie pan". W 'dniu tym obsypywano się powszechnie owsem. Według dawnych wierzeń miało to sprowadzić pomyślność i zapewnić dobre urodzaje, kościół zwyczaj ten interpretował zaś jako pamiątkę męczeństwa św. Szczepana. Materiały źródłowe wykazują, że w owych czasach nie obchodzono hucznie tak tradycyjnego dziś ,,Sylwestra". W dniu tym wróżono jednak, jaka przyszłość czeka w nadchodzącym roku. Panowało np. mniemanie, że jeśli komuś powiedzie się żartem okraść inną osobę, cały nadchodzący rok będzie dlań szczęśliwy. Popełniano więc wiele drobnych symbolicznych kradzieży; zwyczaj ten istniał u wszystkich grup społecznych.

W dzień Nowego Roku składano życzenia "Do Siego Roku", urządzano proszone obiady oraz inne przyjęcia. W okresie między Bożym Narodzeniem a wielkim postem plebani i ich zastępcy odwiedzali w asyście organisty lub innych sług kościelnych domostwa wiernych, wstępując zarówno do dworów jak i do chat najbiedniejszych kmieci. Duchowni wygłaszali wszędzie krótkie kazania, dawali błogosławieństwo i otrzymywali w zamian tzw. kolędę - chłopi dawali słoninę, ser, suszone grzyby, jaja, orzechy oraz drobne sumy pieniężne, po miastach wręczano im wyłącznie pieniądze. Szlachta ofiarowywała datki i w naturze, i w pieniądzach, ponadto urządzała wystawne przyjęcia. Kolęda upływała na ogół w pogodnej atmosferze, choć nieraz zakłócały ją awantury. Przyczyną tego było najczęściej nadmierne spożycie trunków. Zarówno gospodarze jak i "świątobliwi kapłani" nie wylewali za kołnierz i zdarzało się, że butni szlachcice czy zamożni mieszczanie zapominali o ,,godności kościelnej sukni", biorąc się za łby lub, co gorsza, do szabel i obuchów. Tego rodzaju wybryki spotykało się także i w środowisku chłopskim. Zdarzało się, że podczas kolędy wypchnięto księdza, obito organistę, obrzucono ich wyzwiskami. Jeszcze raz podkreślić jednak trzeba, że fakty te nie były nagminne. Z chodzeniem po kolędzie powszechnie natomiast łączono rozmaite zwyczaje i wróżby. Kitowicz podaje:

"Po wyjściu księdza dziewki ubiegają się do stołka, na którym ksiądz siedział; która pierwsza usiędzie, ma sobie za wróżbę, że tego roku za mąż pójdzie".



Prócz księży po kolędzie chadzali wiejscy parobcy, żacy, czeladź miejska. Nazywano ich kolędnikami. Niektórzy z nich przebierali się za dzikie zwierzęta, np. wilki, niedźwiedzie, a najczęściej za tury, tak zwane "turonie". Kiedy kolędnicy przybywali do chaty, rozpoczynało się wesołe przedstawienie. Turoń lub wilk gonił dziewki, kłapał drewnianą szczęką, wyczyniał wesołe skoki. Występy te zachwycały dorosłych, ale przerażały małe dzieci. Maksymilian Fredro pisał, że takiego"tura dzieci się strachają, a starzy żartują". Kolędnicy nie omijali dworów, śpiewali tam specjalnie przystosowane do okoliczności wierszowane życzenia noworoczne, życząc w nich zdrowia, szczęścia, najbogatszych plonów. Zarówno w chałupach jak i w dworach kolędnicy dopraszali się sutych datków. Jeśli gospodarz okazał się hojny, śpiewano mu pełną najrozmaitszych życzeń pieśń. A oto tekst siedemnastowiecznej pieśni kolędowej, której zasadniczym motywem jest przymówka o poczęstunek:

Po kolędzie na Nowy Rok idziemy,
Do was wszystkich, co nam dacie, weźmiemy;
Pół talarka, grochu miarka, zda się to,
Z kwika szperka, tłusta nerka, zje się to.
Worki próżne, mamy różne, co dacie,
To weźmiemy, nie wzgardziemy, uznacie.
Mąki, krupy, w swoje kupy niech idą,
Drobne kasze, sadła nasze, aż przyjdą.
I kaczora, i gąsiora weźmiemy.
A kiełbasy, te za pasy zatkniemy.
I co z grzędy do kolędy należy,
Niech i z nami co z rogami pobieży.
Na odchodzić niech o wodzie nie będzie,
Niech dzban stoi, tak przystoi kolędzie.
Niech się flaszki, a nie fraszki pokażą,
Niech się szklanki jako wianki ukażą,
A my za to na to lato życzem wam Zdrowia dobrze,
żeście szczodrze radzi nam.


Chodzenie po kolędzie w większych miastach miało bardziej urozmaicony charakter. W Krakowie np. żacy i czeladnicy chodzili po kolędzie w dniach od 24 grudnia do 2lutego. Kolędnicy ci przebierali się za postacie z szopki - za Heroda, Trzech Króli, pastuszków, dziadów, baby. Nie brakowało wśród nich popularnych po wsiach niedźwiedzi, kóz, przebierano się nawet za bociany! Od dnia Trzech Króli inne grupy kolędników chodziły po domach z gwiazdą o drewnianej konstrukcji, wylepionej kolorowym papierem. Oni również składali życzenia pomyślności, śpiewali kolędy, wygłaszali dialogi, czasem nawet wystawiali misteria: sceny przepowiedni narodzin Jezusa, podróż Matki Boskiej i św. Józefa do Betlejem, witanie Dzieciątka przez Trzech Króli, hołd pasterzy itp. Po przedstawieniu orator domagał się dowcipnie datku lub poczęstunku. Ponieważ kolędników było wielu, wytwarzało się między nimi współzawodnictwo, którego rezultatem były groźne nieraz burdy. Dlatego też ustawy cechowe zabraniały rzemieślnikom zbytniego raczenia się alkoholem, z kolędy mieli oni wracać "trzeźwi i zdrowi" i dopiero po rozliczeniu kasy mogli oddać się solennej hulance. Wszystko wskazuje na to, że np. w Krakowie największym wzięciem cieszyli się kolędnicy w XVII wieku. W XVIII stuleciu nastąpiło pewne zobojętnienie dla tego rodzaju zwyczajów. Prawdopodobnie w grę wchodziły również względy oszczędnościowe, gdyż społeczeństwo w tym czasie bardzo zbiedniało. Znaczna część mieszczan zaczęła nawet uważać kolędowanie za natręctwo. Jeśli mieszczanie krakowscy z biegiem lat zobojętnieli wobec kolędników, to ludność wiejska i małych miast witała ich zawsze z niekłamaną radością, kolędowanie stanowiło bowiem niecodzienną rozrywkę, dostarczało zabawy i radości. Zarówno po wsiach jak i w miastach kolędnicy śpiewali podczas swych obchodów specjalne pieśni kolędy. Należy podkreślić, że spotykano wtedy dwa rodzaje pieśni kolędowych. Pierwszy stanowiły kolędy, których treścią było składanie noworocznych życzeń; zwracano się w nich przeważnie bezpośrednio do gospodarza. Te kolędy wywodziły się jeszcze z dawnych pogańskich czasów, związane one były z obrzędami noworocznymi, mającymi zapewnić dostatek plonów. Drugim rodzajem kolęd były pieśni, których zasadniczym motywem była treść religijna; mówiły one o św. Rodzinie, a narodzeniu Jezusa itd. Teksty te przygotowywali księża, zakonnicy i organiści. Kolędy o treści religijnej szybko przyjęły się wśród szerokich kół społeczeństwa i z czasem wyparły kolędy o treści wyłącznie świeckiej. Zdaje się, że spopularyzowaniu kolęd religijnych sprzyjała okoliczność, iż teksty ich podkładano pod popularne wówczas melodie taneczne.
Do popularności kolęd religijnych przyczynił się również fakt, iż traktowały one postacie religijne w sposób bardzo realistyczny, nie pozbawiony nawet rubasznego humoru. W jednej z siedemnastowiecznych kolęd spotykamy np. wybitnie humorystyczne przedstawienie sceny radości, jaka zapanowała w niebiosach po narodzeniu Jezusa:


Krzyk po niebie, po obłokach [...]
Słychać przy wesołych skokach,
Aniołowie święci radością objęci
Wyśpiewują, wykrzykują.
Już i skrzydła połamali,
Kiedy z radością latali.
Michał ponad budę
Lecąc spadł na grudę,
W bok się ubił, skrzydło zgubił,
Gabriel, który zwiastował Boga,
Także przelatywał,
Natrafił na dudy,
Zbił biodra i udy
I szwankował, nahramował.
Gdy tak skrzydła połamali
,Jak barany się tarzali,
Jeden przez drugiego
Skakał ochoczego,
A śpiewając hoc wołali.


Tego rodzaju teksty bawiły słuchaczy, a jednocześnie nie budziły sprzeciwu ze strony czynników kościelnych. Nieraz jednak spotykało się parodiowanie tekstów religijnych. Pijani kolędnicy śpiewali np. tego rodzaju pieśni:

W błocie leży, któż pobieży Pijanego ratować [...]

Albo:

Anioł pasterza złapał i kijem go wyłatał.

Za takie "kolędy" otrzymywali kolędnicy bizuny od starszych cechowych. Prawdopodobnie jednak słuchacze nie stronili od tego rodzaju konceptów, nic bowiem nie słychać, by bezpośrednio przeciwko nim występowano; kary wymierzały dopiero odpowiednie władze.



Der Kampf zwischen Karneval und Fasten (1559)

Zapusty, lub inaczej mięsopusty, obchodzono głośno i hucznie, przede wszystkim jedzono i pito ponad zwykłą miarę. Po dworach, miastach, a niekiedy i w wiejskich karczmach rozbrzmiewała muzyka, szły tany, słychać było wesołe, specjalnie na mięsopust przystosowane frantowskie piosenki. Ponadto odbywało się wiele specjalnych zabaw. Po wsiach zaczynały ponownie chodzić turonie, niedźwiedzie i wilki, mieszczanie i szlachta gustowali natomiast w "maszkarach", czyli w zakładaniu masek. Potocki pisał:

"Od poganów zaczęty, dziś trwa zwyczaj stary,
Na święta bachusowe ubierać maszkary".


Maski były rozmaite: "panieńskie", ,,białogłowskie","babskie"; niektóre z nich zdobiły brody i zawiesiste wąsy, nie brakowało też masek bardzo nieraz oryginalnych, np. murzyńskich. Niektóre z nich sprowadzano aż z zagranicy.



Biedniejsza szlachta zabawiała się na osławionych kuligach. W ostatnich dniach karnawału kilku znajomych szlachciców porozumiewało się między sobą i zapakowawszy na sanki lub wózki rodzinę i czeladź wyjeżdżali do najbliższego sąsiada, żądając od niego jedzenia i picia. Wypróżniwszy piwnicę zabierali gospodarza z rodziną i służbą i ruszali do następnego dworu; w ten sposób objeżdżano wiele wsi, by zakończyć eskapadę w miejscu, z którego wyruszono. Ówczesna literatura piękna, a nawet historiografia przedstawiały kuligi jako wesołą zabawę, będącą wyrazem szlacheckiej jowialności i gościnności; w rzeczywistości nie zawsze tak bywało. Jeśli kulig organizowali magnaci, to istotnie charakteryzował się on zbytkiem, rozrzutną gościnnością, urozmaicały go bale i zabawy oraz efektowna iluminacja. Kuligi urządzała jednak najczęściej biedna szlachta i zabawę tę traktowano przede wszystkim jako pretekst do objadania i opijania sąsiadów. Inicjatorami jej byli nieraz intruzi, których unikano, starając się ujechać lub zaszyć przed nimi w jakimś odległym folwarczku. Kuligujący zazwyczaj jednak znajdowali gospodarza, pustoszyli mu spiżarnię, wysuszali piwnicę, a często wyrządzali szkody i kłopoty. Kitowicz mówi:

"takowe kuligi najwięcej bawiły się pijatyką i obżarstwem, przeto mniej dbając o tańce przestawali na jakim takim skrzypku czasem u karczmy porwanym albo między służącą czeladzią wynalezionym; chyba że gospodarz miał swoją domową kapelę albo też rozochocony posłał po nią gdzie do miasta. Najsławniejsze co do pijatyki i brawury te kuligi były w województwie rawskim, gdzie się nieraz krwią oblewały, a jeżeli się ktoś obcy przez niewiadomość wmieszał do tego kuligu, a nie podobał się mu albo nie mógł wystarczyć zdrowiem pijaństwu, zbili jak leśne jabłko, suknie w płatki na nim podrapali i wypędzili go - jakoby dla słabego zdrowia niegodnego tak dzielnej kompanii".

Choć kuligi były typową zabawą szlachecką, brali w niej udział także plebejusze - czeladź, muzykanci, śpiewacy, miały one więc wpływ na obyczajowość całego ówczesnego społeczeństwa.

Bibliografia:
Opis Obyczajów za Panowania Augusta III -Jędrzej Kitowicz
Obyczaje Staropolskie- Zbigniew Kuchowicz
Dzieje Obyczajów w Dawnej Polsce Jan S. Bystroń




Powrót do treści | Wróć do menu głównego